poniedziałek, 6 maja 2013

Własne autorskie



Miasto Kości

Opowieść jest o dziewczynie ,która się zakochała bezgranicznie. Mimo kłopotów ona i tak  nie została sama.  On przystojny opiekuńczy zawsze ratuje ją z opałów. Ale czy będą razem??  Czy ona do wie się prawdy??  Czy dowie się kim tak naprawdę jest?? Tego się dowiecie po przeczytaniu.


Polecam  Paulina


Wstęp

Było ciepłe popołudnie. Siedziałam na brzegu rzeki w Rio De Janeiro. Początek lipca wakacje. Tak w ogóle to cześć jestem Clarissa
. Mówcie na mnie Clary . Mam 16 lat. To co wam opowiem to nie możliwe ale jednak. Zaczęło się wieczorem gdy wróciłam do domu.
Rozdział 1
Potwór i śmierć mamy.
Był już wieczór wróciłam do domu. Było to dziwne bo mama zawsze już o tej porze była. Weszłam dalej. Drzwi otwarte i wszystkie okna wybite.
- Mamo !Mamo !
-To ja Clary! Nikt nie odpowiadał. Weszłam na górę i zobaczyłam moją mamę. Leżała cała w czym zielonym. Wyglądało jak jakieś gluty czy coś. Chciałam zadzwonić po policję gdy w drzwiach  stanął jakiś człowiek .
- O boże co tu się działo??
-  Valentine.
- Jaki Valentine? Co ty mówisz Luke?
- Cicho on tu jeszcze jest.
- Ale kto??
-On.
Wyszło coś zielonego. Myślałam że to sen ale myliłam się. To coś się na mnie rzuciło. Poczułam popchnięcie i upadłam na regał. Straciłam  przytomność.  



Rozdział 2
 Luke instytut i on
Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Nie wiedziałam gdzie jestem. Wyglądał jak normalny pokój .Na fotelu siedział Luke to on mnie uratował a przy drzwiach stał on. Blond włosy, umięśniony, szerokie ramiona, oczy jak płomienie, wyglądał jak marzenie.
- Luke obudziła się!
- No nareszcie. Boże nic nie jest?
Blond włosy chłopak wyszedł. Zostaliśmy sami. W ogóle nie wiedziałam co się wydarzyło i  gdzie jestem.
- Luke  gdzie jest mama??
- Clary ona nie ...
- Co nieżyje?
- Niestety tak.
       Nie mogłam w to uwierzyć moja matka nie żyje a ma się mną zajmować Luke.
- Mogę chociaż wiedzieć jak to się stało? 
-     Jeszcze  sam nie wiem ale się dowiem. A teraz odpoczywaj.
- Zaraz! A gdzie ja w ogóle jestem??
- Dowiesz się w swoim czasie.
Chciałam bo jeszcze raz zapytać ale już wyszedł. Próbowałam sobie przypomnieć co tam się działo ale nie dałam rady. Nie dawała mi spokoju imię Valentine. Wiem, że gdzieś  już słyszałam to imię ale nie wiem gdzie. Zasnęłam. Nagle pojawił się jakiś człowiek mężczyzna. Wołał córeczko. Nie wiedziałam kim on jest i dlaczego woła do mnie córeczko. Mama mówiła że, mój ojciec zginął w wypadku. Może kłamała już sama nie wiem. Zastanawiałam się co to ma znaczyć dowiesz się w swoim czasie. Zobaczyłam tamto wydarzenie. Matkę , która leżała. Przebudziłam około drugiej w nocy. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Że własna matka mnie okłamała, że mój ojciec żyj, a to co ją zaatakowało to pożeracz . Ale nie rozumiałam jednego. Czego on chciał?? Oni tylko przygodzą do Nocnych łowców. To musiała by znaczyć , że jej matka była Nocnym Łowcą. Czyli że ja też nim jestem. Ale to nie możliwe. Przecież by mi powiedziała. Cały czas miałam to w głowie. Gdy tak siedziałam wszedł do pokoju on blond włosy chłopak, którego nawet imienia nie znałam. Niósł coś w ręku to był kubek z czymś dziwnym.
- Widzę że ty też nie możesz spać po tym wypadku??
- No co z tego??
 - Masz pij po tym powinno ci się poprawić.
- A jak mam ci ufać. Przecież cię nie znam.
- Nie to nie. Chciałem pomóc tylko potem nie mów że cię coś boli.
 - Ej czekaj! Dobra daj to ale mogę chodź wiedzieć jak masz na imię?? 
   - Jace
Wzięłam od niego kubek i wypiłam. Było okropne.
- Boże co to jest??
- Lekarstwo
- To jest obrzydliwe
- Ale za to skuteczne. Daj zaniosę kubek.
- Dzięki a można wiedzieć gdzie jestem??
- W instytucie
Znowu nic nie rozumiałam. Jaki instytut?? Nikt nie chce mi nic powiedzieć. Nie rozumiałam dlaczego. Muszę się dowiedzieć prawdy. Dochodziła 6 a ja dalej nie mogłam zasnąć. Zamknęłam oczy i znowu zobaczyłam tego człowieka. Pytałam kim jest. Mówił że jestem jego córką i jestem Nocnym Łowcą. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam więc ubrałam się i wyszłam z pokoju szłam korytarzem gdy  zobaczyłam napis sala treningowa. Weszłam i zaczęłam ćwiczyć . To było niesamowite uczycie jak za dawnych lat. Nawet nie wiedziałam skąd ja to umiałam. Ale brakowało mi tego. Sala była ogromna było dużo przeszkód i wzniesień. Nawet sztuczne demony. Po treningu poszłam znowu do góry i w jeden ze sal zobaczyłam pianino.  Widziałam siedzącą postać . Był to Jace. Przepięknie grał na pianinie.
- Ładne co to??
- Takie sobie gram. A ty nie powinnaś byś w łóżku?
-Jace??
- Tak???
- Odpowiesz mi szczerze na moje pytanie??
- Tak??
To prawda że jestem Nocnym Łowcą  ??
Wtedy zamarła cisza. Nic nie odpowiedział. Bałam się odpowiedzi. Bałam się że powie to co ja nie chcę usłyszeć. Nie chciałam wiedzieć ale musiałam wiedzieć na czym stoję. Patrzył na mnie jak ojciec w ostatni dzień przed moją ucieczką. Już wiedziałam co powie.
- To prawda wiedziałam. No powiedz coś.      
-Clary!!
Wstałam i wyszłam.  Właśnie się dowiedziałam że zmarnowałam sobie życie zeszłam na dół i słyszałam krzyk:
-  Clary co ty robisz???
-  Idę nie widać
-  Ja nie pozwolę ci nigdzie wyjść
- Założymy sie
  Wycięłam sztylet  z kieszeni nie wiem co we mnie wstąpiło zaczęliśmy walczyć. Po chwili dostał w ramię. Potem dostał w nogi że aż klęknął. Ominęłam go i wybiegłam z instytutu

   



Rozdział 3
Prawda
Pobiegłam na cmentarz. Chciałam zostać sama  . Cały czas się zastanawiałam dlaczego ja?     Jest tylu ludzi na świecie ale czemu akurat ja?? Cały czas zadawałam sobie to pytanie
                                  ***
- Boże co ja na robiłem??
- To nie twoja wina Jace. Kiedyś i tak by się dowiedziała. Ale z skąd ona wiedziała??
 - To proste. Gdy jeden z nocnych łowców umiera jego wspomnienia przesyła na najbliższą osobę.
- Tak ale to się rzadko zdarza. Valentine wrócił i musiał znaleść Clary i chce żeby sie dowiedziała.
- Myślisz że przez sny?
-Na pewno  
-Ja Idę ją znaleźć.
- Jak?? Nawet nie wiesz gdzie ona jest.
- Cos wymyślę.
-Clary zawsze jak miała jakieś problemy chodziła na cmentarz do swoje ojca.
- Tam zaczniemy
                                  ***
Siedziałam przy grobie matki i nagle poczułam że ktoś nachodzi. Był to Luke z Jace i 2 innymi osobami: dziewczyna i chłopak.
- Czego chcecie?? Nie zrozumieliście. Mam was dość!
-Clary. Mam prawa do ciebie. Albo wrócisz sama albo siłą co wybierasz??
- To spróbujcie mnie zaciągnąć siłą bo sama nie pójdę.
- Proszę cię bardzo.
Wzięłam do ręki sztylet, który miałam w kurtce. Zaczęliśmy walczyć. Jace zaczął i dostał w policzek. Jak wszyscy leżeli już uciekłam na dach. Jace z tajemniczą dziewczyną za mną.
- Co chcesz zrobić??
- A jak myślisz??
- Nie rób tego. Nie jesteś wyszkolona. To jest 20 piętro. Nie przeżyjesz.
- Może tego chce. Może chce umrzeć. Nic mi nie pozostało do stracenia.
- Jak możesz tak mówić a Luke? A życie?
- Życie jest przereklamowane Jace . Widać mało o nim wiesz. Nie wiesz jak to jest gdy odbierają ci wszystko co masz najcenniejsze. Nie wiesz a ja wiem. Co mam żyć z człowiekiem którego nawet nie znam. Chyba raczej nie. ŻEGNAJ JACE!!
Zrobiłam to. Skoczyłam. Leciał jak piorun. Przeleciały mi wspomnienia. Spadłam na 4 łapy jak kot. Odwróciłam się i zobaczyłam ich stali na dachu. Jak Jace patrzył na mnie złotymi oczami. Jak Luke wiedział że już mnie stracił. Poszłam przed siebie nie odwracając się do tyłu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
                                        ***
 - Jak pozwoliłem jej uciec?? Boże co ja zrobiłem.
- Jace to nie twoja wina. Sama chciała.
-  Jace ! Isabele ma rację to nie twoja wina. To wszystko przeze mnie. Mogłem jej od razu powiedzieć. Boże jak jej się coś stało?? Teraz mam tylko ją. Oby Valentine  jej nie znalazł.
- Nic się jej nie stało
- Co ty gadasz Alec ?? Takiego upadku nikt nie przeżyje. Tylko Nocni Łowcy i to dobrze wyszkoleni.
- Ale wy ślepi jesteście. Normalnie gorzej niż dzieci.
- O czym ty do cholery pieprzysz??
- Jace spokojnie.
- O tym że ona jest Nocny Łowcą. Córką Valentina . Na pewno była szkolona i przeżyła upadek. Kiedy już schodziliście na dół zostałem tam chwile. Patrzyłem odwróciła się i poszła przed siebie. Wygrała z tobą w walce na sztylety i co powiesz że ona o tak to wszystko umie.
- Jak niby go przeżyła jak??
- W locie zrobiła to co my zawsze robimy.
- Już wiem! Zrobiła salto w powietrzu i spadła jak kot na 4 łapy.
-  Chodźcie trzeba ją znaleźć! 

Szłam  aleją. Nagle usłyszałam kroki. Gdy się odwróciłam poczułam że strasznie chce mi się spać.
                                  *** 
-No gdzie ona jest przecież się nie rozpłynęła w powietrzu??
- Spokojnie Jace. Znajdziemy ją.
-  A jak nie??
- No raczej nie.
- Co masz na myśli Alec ??
Podeszli do niego i znalezli jej sztylet i stelę.
- Tu była jakieś 2 godz przed nami i się rozpłynęła w powietrzu    
- Sama się nie rozpłynęła. Pokarz mi ten sztylet.
Jace wziął go do ręki i powąchał. Wyczuł jakąś masę zieloną.
- Demony. Valentine  ją ma. No to teraz zrobiło się nie ciekawie.
- Co chcesz przez to powiedzieć??
- Chodzie nie ma czasy do stracenia. Trzeba powiedzieć Lukowi  .
Poszli do instytutu. Luke  jak się dowiedział obwiniał się że to jego wina. Badali ale nic to nie dało. Jace przysiąg że mnie znajdzie i tak się stanie. Może.
                                 
                   
   
 



       
ROZDZIAŁ 4
Ojciec

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy.
Nie wiedziałam gdzie jestem. Było tam ciemno, bardzo ciemno. Usłyszałam jakies kroki. Kroki mężczyzny. Przeraziłam się. Nie wiedziałam czego chce i po co mnie porwał.
Miałam nadzieje że to tylko zły sen ale niestety nie. Było ciemno i zimno. Nagle ktoś włączył światło.     Był to on. Facet z moich snów. Nie wiedziałam tylko kim on jest i czego od mnie chce. Wziął krzesło i usiadł naprzeciwko mnie.
- Widzę że twoja mama nic ci nie wspominała o mnie.
- To ty ją zabiłeś. Ty draniu! Zapłacisz za to! Zobaczysz.
- Nie chciałem jej zabijać ale musiałem rozumiesz!?
- Nie. Nie rozumiem. Zabiłeś mi matkę. Zabiję cię rozumiesz!  Zabiję!
- Musiałem. Ona odebrała ci wszystko. Okłamywała cię całe życie.
-  


    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz